Komu roboty zabiorą miejsca pracy?

Zmiany zachodzące na rynku pracy w krajach rozwiniętych bardzo silnie oddziałują na strukturę społeczną. Czasy, kiedy można było podobne procesy powstrzymywać, dawno jednak już minęły. Teraz można się jedynie do nich umiejętnie dostosować. Tylko jak?

Historia pełna jest przykładów, kiedy władze hamowały postęp ze względu na obawę o jego skutki społeczne. Cesarz Tyberiusz kazał zabić człowieka, który przedstawił mu wynalazek nietłukącego się szkła. Jeden z jego następców – Wespazjan – okazał się bardziej litościwy dla innowacyjnych poddanych, choć określenie go entuzjastą innowacji byłoby przesadą. Gdy zaproponowano mu nowatorską metodę transportu kamiennych kolumn do Rzymu, nie wyraził zgody na jej wprowadzenie, tłumacząc to tym, że pozbawiłaby ona pracy tysiące najbiedniejszych poddanych. Z kolei półtora stulecia później, gdy William Lee przedstawił Elżbiecie I swój, jak mu się wydawało wtedy, przełomowy wynalazek, reakcja monarchini także nie była entuzjastyczna. Nie tylko nie zgodziła się na przyznanie mu patentu na automatyczną maszynę dziewiarską, ale także zgromiła go słowami: „Mierzysz wysoko mistrzu Lee. Rozważ, jaki wpływ twój wynalazek mógłby mieć na moich biednych poddanych. Na pewno doprowadziłby ich do ruiny, pozbawiając zatrudnienia tak, że zostaliby żebrakami”.

Wbrew pozorom taka postawa z punktu widzenia władców była racjonalna. Z jednej strony bowiem autentycznie bali się, że część społeczeństwa na skutek innowacji zubożeje, z drugiej (co rzadziej przyznawali) obawiali się, że obywatele wzbogaceni na nowych technologiach mogą odebrać im siłę ekonomiczną, a z nią polityczne wpływy. O ile pierwszy problem ma charakter krótkookresowy, o tyle drugi często prowadzi do rewolucji skutkującej utratą władzy. Na szczęście począwszy od rewolucji angielskiej z 1688 roku kolejne kraje świata zaprzestawały powstrzymywania postępu technologicznego, co utorowało drogę rewolucji przemysłowej i bezprecedensowemu wzrostowi dobrobytu. Wyzwanie mistrza Lee jednak powraca w coraz to innych formach.

Czas komputerów

Od lat 80-tych w USA, a stopniowo także w innych krajach zaczęto masowo używać w różnych gałęziach gospodarki roboty i komputery. Znalazły one zastosowanie nie tylko w produkcji, ale także w sprzedaży, marketingu czy administracji. Wiele zawodów straciło rację bytu lub kompletnie zmieniło swoją formę. Za tym poszła oczywiście utrata dotychczasowych miejsc pracy. Nie zaowocowało to wprawdzie trwałym wzrostem bezrobocia, jednak wiele osób doświadczyło spadku lub stagnacji dochodów. Kogo najbardziej dotknęły zmiany i kogo dotkną w przyszłości?

Odpowiedzi na te pytania można udzielić, zastanowiwszy się, jakie prace mogą wykonywać komputery. Jeżeli bowiem maszyna jest w stanie coś robić, pozostaje jedynie kwestią czasu, kiedy zacznie robić to taniej niż człowiek. Na problem zawodów podatnych na „zniknięcie” ciekawe światło rzuca niedawno wydane przez amerykański think-tank Third Way opracowanie „Dancing with Robots”. Jego autorzy wskazują, że by zadanie mógł wykonać komputer, spełnione muszą zostać dwa warunki. Po pierwsze, warunek informacyjny: informacja konieczna do wykonania zadania musi być możliwa do zebrania w formie zdatnej do przerobu przez maszynę. Po drugie, warunek przetwarzania: proces przetwarzania informacji konieczny do wykonania zadania musi dać się zapisać w formie reguł.

Choć wraz ze wzrostem mocy obliczeniowych i wymyślaniem nowych algorytmów, coraz więcej zadań spełnia powyższe warunki, wciąż pozostało wiele takich, które prawdopodobnie długo jeszcze będą zarezerwowane dla człowieka. Weźmy choćby warunek informacyjny, który wydaje się prostszy do spełnienia. Zebranie informacji potrzebnych do wykonania prostego manualnego zadania, z którym ludzki mózg radzi sobie znakomicie, koordynując wzrok i ruch ciała, przekracza możliwości dzisiejszych robotów. Z tego powodu takie zawody jak mechanik samochodowy, masażysta czy dentysta, wymagające precyzji manualnej będą z nami jeszcze długo. Rola maszyn jest w nich przede wszystkim wspomagająca – sterowanie zarezerwowane jest dla człowieka.

Trudno nie zauważyć, że warunek informacyjny i warunek przetwarzania są ze sobą ściśle powiązane. Jeżeli bowiem udaje się w końcu umieścić w pamięci komputera odpowiednią ilość informacji potrzebnych do wykonania zadania, to często okazuje się, że jest ona na tyle znacząca, że problemem nie do rozwiązania staje się ich przetwarzanie. Tymczasem ludzki mózg z przetwarzaniem radzi sobie w sposób nadzwyczaj dobry, gdyż oprócz prostych reguł stosuje także nieustrukturowane metody oparte m. in. na skojarzeniach. Przewaga człowieka najlepiej odzwierciedla się w operowaniu językiem. Mimo iż ostatnio nastąpił olbrzymi postęp w rozpoznawaniu mowy, to komputery ani nie mówią, ani nie rozumieją, co się do nich mówi. Jedynie reagują lepiej lub gorzej na polecenia głosowe.

Druga rewolucja w fabryce Forda

Istnienie wielu obszarów, w których ludzkiej pracy nie da się zastąpić, jest sporym pocieszeniem, jednak trzeba nauczyć się także w nich sobie radzić, gdyż upowszechnienie się maszyn zmienia sposób wykonywania pracy. Tych zaś, którzy nie potrafią odnaleźć się ani w profesjonalnych zawodach nieosiągalnych dla komputerów, ani we współpracy z maszynami, czekają proste fizyczne prace. Tych wprawdzie także roboty nie potrafią jeszcze wykonywać, ale chętnych do ich wykonywania robi się niestety zbyt dużo, dlatego pensje w usługach takich jak fryzjerstwo, gastronomia, opieka, sprzątanie, itp. są niskie. Problem ten zapowiada interesujący przypadek opisywany w „Dancing with Robots”.

Pod koniec lat 70-tych Ford zaczął instalować w swoich samochodach elektroniczny wtrysk paliwa. Wywołało to szereg problemów związanych z naprawami gwarancyjnymi. Nie wynikły one bynajmniej z nadmiernej awaryjności nowych systemów, tylko z trudnościami mechaników z radzeniem sobie z nowym sprzętem, którego działania zupełnie nie rozumieli. Kierownictwo zdecydowało więc o przeprowadzeniu szkoleń i wydaniu certyfikatów uprawniających do wykonywania napraw silników Forda. Niestety połowa mechaników, którzy usiłowali uzyskać te uprawnienia nie była w stanie zdać egzaminu. Do tej pory bowiem uczyli się w praktyce od swoich kolegów, jak dokonywać napraw. Konieczność zmierzenia się z podręcznikami i elektroniczną diagnostyką okazała się dla wielu barierą nie do przekroczenia.

Przypadek ten ilustruje, jak rośnie na znaczeniu operowanie abstrakcyjną wiedzą, która pozwala lepiej dostosowywać się do nowych okoliczności, w tym konieczności współpracy z maszynami. Jak wspomniałem, przekłada się to wprost na zarobki pracowników. O ile jeszcze w 1980 roku w USA czterdziestolatek z dyplomem wyższej uczelni zarabiał tylko o 26% więcej niż jego odpowiednik bez dyplomu, to w 2009 roku jego przewaga wzrosła do 84%. Co więcej osoby bez wyższego wykształcenia doświadczyły w USA stagnacji lub nawet – jak w przypadku mężczyzn – spadku realnych dochodów.

Polska z pozoru wydaje się być zabezpieczona przed tym zjawiskiem. Czyż nie możemy się pochwalić jednym z najwyższych na świecie odsetków absolwentów studiów wyższych? Niestety sprawa nie jest taka prosta. W Polsce udało się przede wszystkim podnieść wskaźnik. Tymczasem nie liczy się, ile osób jest na studiach, tylko ile osób jest w stanie przyswajać przekazywaną na nich wiedzę. O tym ostatnim decyduje zaś posiadanie niezbędnych umiejętności podstawowych. Te zdobywa się na wcześniejszym etapie edukacji oraz w domu.

Amerykańskie badania pokazały na przykład, że różnorodność słownictwa, jakie słyszy dziecko w pierwszych dwóch latach życia ma bardzo duże znaczenie dla jego dalszego rozwoju, tworząc pożyteczne konteksty i powiązania znaczeniowe. O ile w tej sprawie rola rodziców jest decydująca, to umiejętności czytania ze zrozumieniem oraz logicznego i matematycznego rozumowania nabywane są głównie dzięki szkole. Międzynarodowe porównania wyników uczniów szkół średnich wcale nie napawają optymizmem. Polska znajduje się w nich w połowie stawki, wyprzedzając wprawdzie kraje rozwijające się, jednak pozostają mocno w tyle za liderami takimi jak Finlandia, Korea Południowa czy nawet Czechy. Poprawa funkcjonowania systemu szkolnictwa jawi się więc jako główna droga „ucieczki do przodu” przed robotami. Mam nadzieję, że nowa minister edukacji zdaje sobie sprawę jak wielka ciąży na niej odpowiedzialność.

Maciej Bitner
Główny Ekonomista Wealth Solutions
Kontakt dla mediów:
Piotr Suchodolski, piotr.suchodolski@wealth.pl
tel. kom. 512 965 658
 

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Dodano: 2013-12-02 09:19:47

Przejdź do archiwum komentarzy



Komentarze użytkowników: - Dodaj komentarz

Autor: labdar
2016-11-15 04:43:08

camisetas universidad de chile 2013 labdar
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: -1
Autor: Club Atl
2016-11-15 04:38:17

little league football uniforms Club Atl
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: -1
Autor: kitek
2013-12-13 16:44:45

Górnolotnymi obcojęzycznymi wyrazami doprawdy pan mnie nie uraczył.
Jestem zwykłym technikiem z lat 70 wtedy kończyłem technikum dzienne, a znaczyło to więcej niż współczesny magister inżynier po studiach zaocznych. Nie będę się starał o styl pisania bo to nie jest najważniejsze. Jeśli chodzi o tego "Leksusa" to był to przenośnia do współczesnej rzeczywistości.
Znam biznesmenów co nie wiedzą o co robić z pieniędzmi bo im same wpływają od państwa.
Jak tu można oddać podatek do państwa może w leasing samochód dla syna, może coś innego, a ulg dla Biznesmenów jest co nie miara. Jeden to nie wie co zrobić z pieniędzmi spływającymi z ulg podatkowych, ale wypłatę da pracownikom da z najniższej krajowej. W takim gruncie usługi nie będą się rozwijać.
 Mam niskie zarobki, co mnie zmusza że jestem złota rączka, jak to Polak wszystko potrafi, od elektryki, automatyki, hydrauliki i napraw samochodów i w dodaku jeszcze chałturzę jako muzyk amator samouk, i jak to może się rozwijać rynek usług. Z Chin jest wszystko tańsze i niedługo będzie lepsze.
Jedyny ratunek to taki jak Pan napisał że podnosi się poziom życia Chinczyka , może nie będzie im się opłacać importować, bo będą mieli rynki zbytu u siebie. Jestem otwarty na dyskusje z biznesmenami widzący tylko swoje interesy i rodziny. Na pewno mnie oleją.

Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: -19
Autor: cóż za tyrada półprawd
2013-12-10 18:20:55

a półprawdy zwane sylogizmem dają w efekcie kłamstwo; zacznijmy od tego, że osobami mordującymi bądź powstrzymującymi wynalazców w w/w artykule byli cesarz i królowa => tyrani; owi tyrani wcale mieli na uwadze zachowanie status quo, przecież było tak dobrze im w systemie, więc ich jedynym celem życia było jego utrzymanie; "..pensje w usługach takich jak fryzjerstwo, gastronomia, opieka, sprzątanie są niskie.." ;) ale bzdura ;) na zachodzie były wysokie, żeby je obniżyć musiano zniszczyć gospodarkę w krajach bloku wschodniego, a wcześniej importowano tanią siłę roboczą z kolonii by były niskie, proso zobaczyć do okoła na co stać fryzjerkę, restauratora, właściciela pizzy, fizjoterapeutę jesli tylko pracuję we własnej firmie, stać ich na wiele wiecej niż nauczyciela, prosze przypomnieć sobie na ile stać było pracująych w w/w zawodach w PRL tak samo na wiecej niż nauczyciela! a w Chinach poziom życia się ustawicznie podnosi, mam tam znajomych, kupuje tam różne produkty; pozwole sobie zacytować poprzednika:"Niestety zyski z redukcji etatów trafiają do właściciela, a on musi przecież kupić synkowi nowego Leksusa." i tu jest pies pogrzebany, więc takie bzdury jak ten art to są wbijane do łbów licealistów i studentów na spotkaniach UPR; młodym tak świetnie się manipuluje bo primo, nie zna on świata i jego realiów, secundo jest głodny autorytetu, który strawnie mu ją poda, tertio jest niecierpliwy więc oczekuje łatwych i efektownie podanych rozwiązań; były  rewolucje więc nie można już działać jak cesarz i królowa są inne metody trzymania ludzi i wynalzków na uwięzi i taką nieudaną próbą jest w/w bazgroł
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: 37
Autor: Kitek
2013-12-09 21:38:18

Bardzo ciekawy artykuł. Wydaje mi się że jedyną szansą dla Polski jest rozwój usług. Ludzi do produkcji i administracji będzie potrzeba coraz mniej. Pracuję w jednym zakładzie już 35 lat i widzę jak redukują się etaty poprzez systemy komputerowe, obsługa online auomatyka itp. Niestety zyski z redukcji etatów trafiają do właściciela, a on musi przecież kupić synkowi nowego Leksusa. Postęp robotyki i automatyki będzie coraz większy, do tego zalewają nas coraz lepszymi produktami Chinczycy. Oczywiście jesteśmy w błędnym kole bo żeby rozwinęły się usługi, musimy więcej zarabiać. Także przyszłość czeka nas nie ciekawa.
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: -201

Dodaj komentarz: