Neverending story?
Europę (i nie tylko) trawi poważna choroba zwana długiem. Źródłem zarazy jest ludzka fantazja, skierowana niestety na złe tory - marzenia o tym, że wszystkim wszystko się należy, a także wyobrażanie sobie, że zasoby budżetowe nigdy się nie kończą.
Mało tego, obecnie rynki wyczekują w napięciu na posunięcia polityków, których fantazja podpowiada coraz to nowe pomysły, niestety jak na razie nieskuteczne. Czy zatem krajom rozwiniętym grozi ekonomiczna zagłada?
Z publikowanych w ostatnim czasie danych finansowych wynika, iż sytuacja fiskalna Stanów Zjednoczonych jest gorsza niż sytuacja Grecji. W mediach roi się od informacji, ile problemów przysparza pomoc temu małemu bądź co bądź państwu i jak wiele wysiłku potrzeba, aby zrobić jakiś choćby mały krok do przodu. Rodzi się więc pytanie, czy chwiejącemu się na nogach kolosowi, jakim są obecnie Stany Zjednoczone ktoś będzie w stanie pomóc. „Amerykański sen” chyba szybko się Amerykanom nie przyśni, bo i tam polityków i bankierów fantazja „poniosła”.
Indeksy światowe zdołały w mijającym tygodniu nieco się podnieść, lub w najgorszym wypadku pozostać w pobliżu poniedziałkowego otwarcia. Nie zmienia to jednak faktu, że nastroje na giełdach są fatalne, nie widać bowiem szans na szybką zmianę trudnej sytuacji w USA, czy w zadłużonej Europie.
Dość niestabilne są też kursy walut, zwłaszcza euro i dolara. Kurs franka natomiast, po przeprowadzonej w minionych tygodniach zdecydowanej interwencji SNB, nieco się uspokoił. NBP też interweniował, ponieważ złoty na tle rynku wyglądał dość słabo, ale niestety trwałych efektów działania naszego banku centralnego nie widać.
Zespół
Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.
Dodano: 2011-09-30 23:08:16
Przejdź do archiwum komentarzy

