Nadzieja… tylko na co?

W szeregu komentarzy traktujących o wydarzeniach minionego tygodnia przeczytać można, że szef FED, Ben Bernanke, mimo, że nie powiedział nic konkretnego, to jednak dał coś na wagę złota – dał rynkom nadzieję. Tylko nadzieję na co?

Może na podjęcie działań stymulujących gospodarkę, może na kolejną rundę luzowania polityki pieniężnej (QE3). Może… Morze Martwe… To skojarzenie nasuwa się tutaj nie bez kozery. Według tradycji bowiem na dnie tegoż morza (jeziora) leżą ruiny Sodomy i Gomory (ufam, że nazwy miast i ich historia jest znana, toteż nie będę ich tutaj przytaczał). Jako dzisiejsze odpowiedniki tych miast widzę bowiem rynki amerykański i europejski. Hulaj dusza - piekła nie ma! Nie podejmuję tutaj jednak tematu moralności ludzi zamieszkujących Europę czy Amerykę – chodzi mi raczej o swoistą moralność finansową, ekonomiczną. Życie ponad stan, rozdawanie pieniędzy na lewo i prawo, bo przecież „się należą”, brak nawyku oszczędzania, zatrudnianie coraz większej liczby niepotrzebnych urzędników – te wszystkie działania nieodpowiedzialne i krótkowzroczne doprowadziły kraje rozwinięte na skraj bankructwa. Mało tego – lekarstwem na to zło, którym jest kryzys zadłużenia jest… zwiększanie zadłużenia. Spłata obligacji możliwa jest nie dzięki gospodarności państw, lecz dzięki emisji nowych obligacji i tak koło się zamyka. Tyle tylko, że kasa państwowa świeci coraz większymi pustkami, ponieważ obsługa zadłużenia słono kosztuje. Ludzie żyjący w Sodomie i Gomorze wiedzieli jak żyć uczciwie, cóż z tego, skoro robili zupełnie co innego. Podobna sytuację mamy na rynkach finansowych – UE stawia konkretne wymagania co do wielkości długu publicznego itp., itd. Czy ktoś się tym jednak przejmuje? Zastanawiająca jest też postawa agencji ratingowych. Przecież jeszcze całkiem niedawno wszystkie państwa strefy euro miały rating AAA. Niemcy i Francja, Grecja i Hiszpania. Czy ktoś przewidywał wówczas sytuację obecną i związane z nią zawirowania? Dług niestety kreuje sytuacje skrajne i moralnie niebezpieczne – z oszustwem łącznie. Analogia do Morza Martwego jest jeszcze jedna – finansistom wydaję się, że cokolwiek by się nie działo, to zawsze będą pływać po powierzchni. Bez umiejętności, bez zaplecza, bez odpowiedniej kondycji.

Polska niestety także kroczy drogą do ekonomicznej samozagłady. Wystarczy przyjrzeć się wielkościom deficytów budżetowych naszego kraju w poszczególnych latach. W 1991 roku deficyt wynosił 3,1 mld zł, w roku 2000 było to już 15,4 mld, a w 2010 roku deficyt sięgnął 52,2 mld zł. Dług narasta więc w zastraszającym tempie, a brak sensownych działań ze strony rządu szybko może zmienić „Zieloną (jeszcze) Wyspę” w Cuchnące Morze (inna nazwa Morza Martwego).

Globalna gospodarka spowalnia, czego dowiodły prezentowane w mijającym tygodniu dane. Niżej od oczekiwań odczytany indeks PMI dla sektora przemysłowego dla całej Strefy Euro i poszczególnych krajów członkowskich oraz dwuznaczne dane z amerykańskiej gospodarki spowodowały, że indeksy światowe kończyły tydzień poniżej poniedziałkowego otwarcia. Również kursy walut – mimo względnej początkowo stabilności kończą tydzień dynamicznymi ruchami. Najmocniej oczywiście zyskiwała szwajcarska waluta. Kurs franka odnotował solidne zmiany w stosunku do euro i niestety złotego - EURCHF dotarł do poziomu 1,10, podczas gdy jeszcze w poniedziałek przekraczał nawet 1,1950, notowania CHFPLN wzrosły natomiast z poziomu 3,46 w poniedziałek do poziomu 3,80 w piątkowe popołudnie.

Iskierkę nadziei w sercach inwestorów zapalić mogą wskaźniki analizy technicznej – WSE BP i WSE 10Wk. Na ich wykresach pojawiło się odwrócenie do kolumny X. Jesteśmy jednak na bardzo niskich poziomach i podejmowane działania muszą być niezwykle ostrożne.

 

Zespół

NAZWA

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Dodano: 2011-09-03 12:47:48

Przejdź do archiwum komentarzy



Komentarze użytkowników: - Dodaj komentarz

Autor: mati_GIT
2011-09-19 12:05:30

W artykule po niżej jest dość fajnie rozwiązana propozycja z emeryturami, żeby każdy mógł sam sobie ustalić ile chce odkładać :) Oczywiście są to tylko postulaty, ale cieszę się że obecne partie zauważają problem :)

Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: 4
Autor: mati_GIT
2011-09-07 22:44:43

A od kiedy odkładanie na starość jest podatkiem? Przecież pracownicy wchodzący w wiek emerytalny nie dostają zwrotu podatku tylko część wplaconych składek nazwanych emeryturą
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: 11
Autor: maobab
2011-09-19 21:27:39

Być może masz rację. Ja tam na prawie się nie znam jednak wydaję mi się, że dla naszych urzędasów wszystko co trafia do państwa jest podatkiem mamy chory system ale szkoda słów na tym złodziei.

Pozdro ;)

Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: 8
Autor: maobab
2011-09-06 18:30:18

 O ile pamiętam w konstytucji jest zapis o konieczności płacenia podatków, a do tego ZUS chyba też trzeba wliczyć. 
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: 8
Autor: mati_GIT
2011-09-04 23:41:03

Bardzo dobry art, który przedstawia moje poglądy na świat.
Chciałem jednak dodać, że stan zadłużenia wynika także z beznadziejnego systemu emerytalnego, który notabene sam "wspiera" zadłużenie państw, przynajmniej Polski. 
Chciałem sie spytać czy jest w serwisie jakis prawnik czy specjalista jeśli chodzi o emerytry, czy ja jako wolny człowiek, pełny swoich praw może byc zmuszany do oddawaniu części uczciwych zarobionych pieniędzy funduszom emerytalnym? Czy to jest zgodne z konstytucją? Czy da sie jakoś to ominąć? 
Szczerze myślałem, żeby to ominąć w ten sposób, że zakładam firmę, a pracodawca, czy w tym wypadku zleceniodawca płaci mi jak za zlecenie z podatkiem VAT. Co o tym sądzicie? 
Odpowiedz
Oceń wypowiedź:
Plus Pozytywnie
Minus Negatywnie

Ocena: 4

Dodaj komentarz: